swoją drogą

Ukraina autostopem! Dzień ostatni: na granicy nocy i dnia. Kilka liczb na koniec

Ten powrót do innych był niepodobny…

Zamiast autostopem w drogę powrotną  ze Lwowa do Polski wyruszyłem z BlaBlaCar. Przede wszystkim by oszczędzić trochę czasu. Ukraina autostopem została już przeze mnie “zaliczona”, a czego się spodziewać w drodze do Polski przez granicę nie miałem pojęcia. Inna sprawa, że droga ze Lwowa do Polski kosztowała mnie jakieś 40 zeta – bajka :). Oczywiście rezerwowałem przejazd w ostatniej chwili, nie planując niczego ze zbyt dużym wyprzedzeniem. I to był strzał w dziesiątkę. Albo i setkę! Nie mogłem inaczej wrócić z tego mojego niesamowitego tripu, niż siłą rzeczy trochę udając Ukraińca. Blablacar okazał się – ku mojemu lekkiemu zaskoczeniu – minibusem przewożącym Ukraińców do Polski. Większość z nich jechała szukać pracy.  Pod dworcem głównym dwa vany zbierały chętnych na kurs do Polski. Kierowca instruował ich, co mają mówić na granicy (Jedziesz odwiedzić przyjaciółkę. Mieszka w Gdańsku. Jedziesz na dwa tygodnie!). Nawet pożyczył paru osobom pieniądze, żeby mogli celnikom pokazać, że mają przy sobie choćby 200 zł! W ochach wyjeżdżających widziałem zagubienie, niepewność, lęk. To nie miała być dla nich wycieczka turystyczna.

Między nami pasażerami

“Czy ktoś może wziąć trochę mojej wódki?”. Ja niczego prócz zużytych ciuchów w plecaku i paczki suszonych grzybów kupionych w Jeremczy (z których połowa okazała się wściekle zarobaczona) nie przewoziłem. Chętnie pomogę. Od kierowcy dostałem na przewiezienie dwie paczki ukraińskich papierosów, a od innego współpasażera (z pewną taką bojaźnią w jego oczach) duża flaszkę wódki. Wyraźnie rozważał w myśli, czy ucieknę w pole z tą jego flaszką zaraz po przekroczeniu granicy, czy jednak oddam mu jego przeszmuglowaną własność. Znamienne, że upomniał się o zwrot wódeczki już po jakichś 100 metrach za granicą. Natomiast kierowca o 2 paczkach papierosów, jak i ja sam, zapomniał na śmierć… Przywiozłem je do Polski jak niepotrzebny prezent, a potem oddałem bezdomnym na mieście 🙂

Rawa Ruska – Hrebenne

Ukraina autostopem! Dzień ostatni: na granicy nocy i dnia. Kilka liczb na koniec 1

Już zapomniałem, ile się stoi na prawdziwej granicy! Łatwo się człowiek przyzwyczaja, że w naszej części Europy szlabany graniczne już dawno zostały oddane na złom. Na granicy w Rawie Ruskiej spędziliśmy w oczekiwaniu i wolniutkim podjeżdżaniu 8 godzin!!! Mniej więcej od 21-tej do 5. Oj, dłużyły się te godziny, dłużyły. Co gorsza na samej granicy doświadczyłem obrzydliwego zachowania polskich pograniczników, którzy po faszystowsku traktowali moich Ukraińców z buta! Dokąd jedziesz?! Jaka koleżanka?! Jak ma na imię?! Po co ci tyle bagażu na dwa tygodniu?! I to bezczelne tykanie! Wiadomo, “pan” lub “pani” zarezerwowane jest tylko do swoich, do Polaków. Ukrainiec zasługuje tylko na lekceważące “ty”. Autentycznie wstydziłem się, że jestem Polakiem! Jednego z naszych współpasażerów bez obcesowo wysadzili z busa i cofnęli z granicy – nie umiał logicznie wytłumaczyć, dlaczego ma w liście obiecana pracę w Katowicach, a ze Lwowa jechał trasą na Warszawę i Gdańsk. Ewidentnie lipne papiery, a koleś kompletnie nie przygotowany był na konfrontację. Rozumiem, że trochę na nielegalu chciał jechać, ale po co na niego się drzeć, popychać i obrażać? Faszystowskie te metody „obsługi klientów” na polskiej granicy. Wstyd.

Po drugiej stronie granicy

Gdy tylko nieco po 5 rano minęliśmy ostatnie przeszkody graniczne, w vanie zapanowała atmosfera ulgi. Jeden z pasażerów wysiadał na parkingu tuż za granicą. O ile się zorientowałem, były tam przetrzymywane samochody czekające na oclenie i wwóz na Ukrainę. Mężczyzna rzeczywiście przywiózł ze sobą jakieś papiery i miał zaraz ruszać z powrotem do kraju. Kierowca vana od razu zaprosił mnie na miejsce obok siebie. Niewątpliwie nawet w jego oczach byłem jakimś “lepszym” pasażerem.

W 3 godzinki przelecieliśmy nad ranem z granicy do Warszawy. Moja ukraińska podróż dobiegła końca. Gdy pomyślę, że trwała ciut ponad tydzień… W tym czasie zwiedziłem Kijów, ukraińską prowincję, przeprawiłem się promem do Mołdawii, po powrocie na Ukrainę zaliczyłem ukraińskie Karpaty, kilka magicznych miejsc dawnych Kresów, by ostatecznie wpaść na cały przepiękny dzień do Lwowa, a potem jeszcze doświadczyć twardego realiów na granicy w Hrebennem… Bardzo były intensywne te 9 dni  i ogromnie pouczające…

Reasumując

No dobrze. A teraz krótko. Kto jeszcze nie zwiedzał Ukrainy autostopem – koniecznie!

Ukraina autostopem! Dzień ostatni: na granicy nocy i dnia. Kilka liczb na koniec 2

Po pierwsze blisko, po drugie naprawdę ciekawie, po trzecie trochę swojsko, a trochę egzotycznie, po czwarte naprawdę życzliwie, a po piąte tanio, tanio, bardzo tanio. Poza tym naprawdę grzech nie zobaczyć Lwowa, Drohobycza, Stanisławowa, Kamieńca Podolskiego, Kijowa…

Odpowiadając sobie na postawione w tytule pytanie: Ukraina autostopem? Jak najbardziej. Doskonały pomysł!

Ukraina autostopem! Dzień ostatni: na granicy nocy i dnia. Kilka liczb na koniec 3

Stopuje się po Ukrainie łatwo, ludzie się chętnie zatrzymują, jeszcze chętniej podejmując rozmowę. Zgubić też się nie da, bo w końcu ukraiński to taki język w połowie drogi między polskim a rosyjskim, da się zawsze dogadać. A w trudnych sytuacjach ludzie ze wschodu okazują swoją szczerą życzliwość i zawsze pomogą!

Ukraina autostopem! Dzień ostatni: na granicy nocy i dnia. Kilka liczb na koniec 4

Moja podróż w liczbach:

Dni w trasie: 9 (nie wliczając powrotu do Polski)

Kilometrów łącznie: 1150 (licząc tylko trasę Kijów-Lwów)

Kilometrów na nogach: 121 (rekord dzienny: 25)

Kilogramów straconych: 4 (niestety szybko wróciły)

Kierowców, z którymi podróżowałem stopem: 21

Miast zaliczonych (choćby dla krótkiej przesiadki): 19

Środków lokomocji: 14 (samolot, samochód osobowy, samochód terenowy, tir, stara ciężarówka, autobus miejski, trolejbus, tramwaj, metro, marszrutka, taksówka współdzielona, taksówka-łada, prom, pociąg sypialny)

Sytuacji, w których ktoś okazał się bardziej pomocny niż przewiduje norma: 4

Cudownych spotkań, które zostaną zapamiętane na zawsze: 2 (Misza ze swoją dziewczyną w Kijowie i przypadkowy Polak w Mołdawii)

Myśli, że spędzę noc w krzakach: 2

Sytuacji niebezpiecznych: 0

Sytuacji nieprzyjemnych: 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.