swoją drogą

W drodze do „innego”. Zapiski z podróży (1)

1.
Przekraczanie granicy komfortu. Czy o to w tym wszystkim chodzi? Lecę w pojedynkę, do nieznanej części świata, do zupełnie innej kultury, znając tylko kilka podstawowych pojęć w obcym języku. Na parę dni wyrywam się z korzeniami z domu, z rodziny, z pracy, z naszego polskiego piekiełka. Tak na ostro. Nawet nie z dnia na dzień. Bardziej z godziny na godzinę. Sprawdzam siebie? Czy uda mi się wykrzesać z tego chaosu jakieś szczególne doświadczenie? A może tylko buduję suspens, żeby było tylko trochę mniej nudno?
W drodze do „innego”. Zapiski z podróży (1) 1

2.
Ale zanim zrobi się naprawdę „challenging”, stop-over w Lizbonie. Jeden krótki dzień, który tylko pozornie nie pasuje do tej afrykańskiej marszruty, którą sobie wykombinowałem. Całkiem symptomatyczny zrobił się „niechcąco” ten portugalski przystanek. Bardzo potrzebny, żeby poczuć „wylot”, żeby zebrać wewnętrzne siły przed tą właściwą, afrykańską przygodą…

3.
Lizbona jest urocza, wszyscy tak mówią i mówią prawdziwie. Postawiona na niezliczonych pagórkach i wzgórzach, zdobywana i budowana przez Fenicjan, Rzymian, Maurow, Żydów, chrześciajan, ludzi średniowiecza i renesansu, zaskakuje i intryguje.

W drodze do „innego”. Zapiski z podróży (1) 2

Nigdy nie wiesz, które jej oblicze wyłoni się zza zakrętu, zza pagórka. Gdybym miał z tej układanki wydobyć jakiś znak rozpoznawczy (na własny tylko użytek), rzekłbym ze Lizbonę będę kojarzył z niezliczonymi, małymi placykami o nieodpartej urodzie. O starych tramwajach nie zapominając…

4.
Oczywiście mnie najbardziej czarują kręte i strome uliczki Alfamy, bodajże najstarszej części Lizbony.

W drodze do „innego”. Zapiski z podróży (1) 3

Każdy zaułek to jeszcze lepszy kadr. Podobnie czarował i zaskakiwał mnie Istambuł. Bairro Alto też zachwycające. Praça Luis de Camões, rua dos Bacalhoeiros, okolice katedry, praça de Fado, praça Dom Pedro IV…. Czego mogę być pewnym po jednym kilkugodzinnym spacerze? Tylko tego, że Lizbonie trzeba poświecić więcej czasu. A że w moim przypadku zawsze sprawdza się prawo serii, to pewne jest ze już niedługo wrócę tu na dłuższa randkę…

5.
Zasiedziałem się na murku tyberskiego nabrzeża, wsłuchany w lekko fałszujący uliczny band. Tylko wiatr, mewy, fado, za plecami szeroka rzeka, obok zrelaksowani ludzie i ja. I chyba to ten wiatr od oceanu sprawia, że człowiek czuje tę niepokojącą potrzebę pójścia do przodu, w nieznane. Nietrudno zrozumieć dawnych portugalskich odkrywców. Są tacy, co mogą spędzić parę godzin w kontemplacyjnym bezruchu.

W drodze do „innego”. Zapiski z podróży (1) 4

Są też tacy, których już po pół godzinie coś pcha dalej, jeszcze dalej…

6.
Pół roku temu kupiłem bilety do Gwinei. Pol roku temu postanowiłem, ze nauczę się francuskiego na poziomie „podrozniczo- komunikatywnym”. Nadchodzi czas próby. Nie poświęciłem nauce francuskiego tyle, ile zamierzałem. Nie zdołałem opanować tego postawionego sobie minimum. Ale z drugiej strony wiem, ze sobie poradzę, coś wystękam, zapytam trzy razy, w końcu zrozumiem. Kolejna granica do przekroczenia. Na pewno będzie trzeba zapłacić frycowe, naciągnie mnie jeden czy drugi taksówkarz albo sklepikarz…

W drodze do „innego”. Zapiski z podróży (1) 5

ale nawet w tym można (a wręcz trzeba) znaleźć jakiś urok…

2 odpowiedzi do artykułu “W drodze do „innego”. Zapiski z podróży (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.