swoją drogą

Z Afryki zapiski (7): Na granicy (dys)komfortu

1.
Czy ten młody odpuści? Od momentu przybicia łajby do brzegu Ile de Fotoba*  nie odstępuje na krok. 

Z Afryki zapiski (7): Na granicy (dys)komfortu 1

Zaprowadził do „hotelu” (w którym niestety przyjdzie mi spędzić najgorszą gwinejską noc), wniósł rzeczy, posprzątał pokój, umył podłogę, przyniósł dwa krzesełka i usiadł. Za pomoc mu oczywiście zapłaciłem. Ale nie odpuszcza. Siedzi obok drzwi, które przed nim zamknąłem, i czeka. Zrobiłem przepierkę. Czeka. Przepakowałem rzeczy, przebrałem się. Czeka. Powiedziałem grzecznie po francusku (tyle potrafię), że wolę być sam. Zgodził się. I czeka. W końcu bez słowa zamknąłem drzwi i ruszyłem na spacer po wyspie. Ruszył oczywiście za mną. Bardzo wyraźnie powiedziałem, że wolę iść sam, tout soul – dopiero wtedy zrozumiał, odwrócił się i zszedł do wsi.

2.
Może ja niegrzeczny. Może ja nie potrafiący się zachować. Niby rozumiem koncepcję „guide”. Może mam jednak z tym jakiś problem (ciekawe: jaki?). Najpewniej taki, że nie ja poprosiłem o przewodnika. Przewodnik poprosił się sam. Ale ja – pardon – naprawdę wolę być sam.

Z Afryki zapiski (7): Na granicy (dys)komfortu 2

3.

Cholera, jednak szkoda że jestem sam. Przekonywałem siebie i niesiebie, że lubię podróżować samemu, ale samemu fajnie jeździć autostopem po Ukrainie, poznawać ludzi; samemu dotrzeć do tego zapomnianego zakątka świata i nie mieć do kogo buzi otworzyć – to zupełnie inna sprawa. Dzisiaj mam kryzys.

4.

Chyba dotarłem do granicy. Ciągle jestem w Gwinei, ale chyba dotarłem do granicy (dys)komfortu. Nie, skądże, nie żałuję, doświadczenie bezcenne, ale więcej nie wybiorę się tam, gdzie turysta (jakiegokolwiek typu) jest ciałem nie tyle obcym (w pełnym tego słowa znaczeniu), co zbytecznym. I nie chodzi mi o brak życzliwości. Ależ skąd, Gwinejczycy potrafią być uprzejmi, pomocni, życzliwy. Chodzi raczej o to, że tu w większości miejsc nie ma po prostu nic do robienia. Turysta wywołuje uzasadnione zdziwienie. A po co ty tu? No, fakt. Po co tu ja?

5.

Co ja robię na tej Fotobie? Widziała mi się tajska wyspa z białym piaskiem na plaży i bungalowami do wynajęcia. Dostałem strasznie nędzną wioskę, pusty „hotel” w budowie, pokój z pluskwiakami na ścianie, żadnego jedzenia. I dojmujące uczucie osamotnienia.

6.

Jedyną „atrakcją turystyczną” Fotoby jest zrujnowane więzienie kolonialne.

Z Afryki zapiski (7): Na granicy (dys)komfortu 3Przypadek? Nie sądzę 😉

7.

Siedzę przed swoim pokojem w pustym „ośrodku turystycznym” na pustej wyspie i nic nie robię. Jest dopiero 19:00. Może jednak kropelka alkoholu by pomogła? Tyle że alkoholu nawet kropelki.

8.

Gdy wróciłem ze spaceru: więzienie, przerzedzony tropikalny las, wielkie stare drzewa (ładne!)

Z Afryki zapiski (7): Na granicy (dys)komfortu 4

…nie było już w całym hotelu prądu. Duszno jak w saunie. Ciemno. I sieć nie łączy. No i co tu robić? Zjem ananasa, to będzie mój jedyny dziś posiłek. Zejdę na brzeg oceanu, tam urywkowo łączy sieć. Ściągnę sobie z Wolnych Lektur Witkacego „Pożegnanie jesieni” do poczytania przed spoconym snem. Symptomatyczne.

10.

A wszystko zaczęło się od rozczarowania. A rozczarowanie z nieuzasadnionej i niepotrzebnej nadziei na rajski weekend. A weź ciesz się człowieku chwilą! Doceń. Zaakceptuj tu i teraz. Odpuścić. Zrzuć to. No i pięknie 🙂

11.

A było pewnie tak:

Chłopak z wioski zobaczył samotnego białego gościa docierającego do wyspy. Od razu się nim zajął i zaprowadził do jedynego hotelu na wyspie – sam by przecież nie trafił. Na polecenie właściciela wysprzątał pokój, wymył podłogę, przyniósł dwa krzesełka na balkonik. I co ten biedak będzie tu sam robił na wyspie? Może mu coś pokażę? Na przykład to więzienie. No i żeby się nie zgubił. A jutro rano zaprowadzę do przystani. Żeby się tylko nie spóźnił na poranną łódź na Kassę! Tylko dlaczego on taki posępny i mrukliwy. I chce zostać sam. Durny jakiś. Dlaczego sam? Smutno samemu. I jeszcze się zgubi…

12.

Jest mi autentycznie przykro, że zrozumiałem to wszystko dopiero dzień później, patrząc z zimnym piwkiem w ręku na brzeg Fotoby z widocznymi białymi konstrukcjami hotelu na wzniesieniu. Trzeba się stale pilnować, by nie dać pokonać rozczarowującym pożądaniom!

Z Afryki zapiski (7): Na granicy (dys)komfortu 5

A zimne piwo w hotelu na Ile de Kassa było naprawdę bardzo smaczne…

*) Ile de Fotoba to jedna z wysp archipelagu Iles de Loos pół godz. łajbą z portu w Conakry. Najpopularniejszą na weekendowe wypady jest ile do Kassa, więc ja wybrałem Ile de Fotoba. No comment 😉

2 odpowiedzi do artykułu “Z Afryki zapiski (7): Na granicy (dys)komfortu

  1. Kj

    No właśnie: nic dodac nic ująć = sam wiesz już.

    Nasza ‘wyzszosc’ europejska nie zawsze robi nam dobrze!
    😉😃

  2. Pingback: Z Afryki zapiski (8): A po burzy przychodzi... — swoją drogą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.