swoją drogą

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem!

Armenia autostopem?! Да, конечно…

Do tej pory podróżowaliśmy albo marszrutkami, albo taksówkami (przy czym trzeba podkreślić, że taxi w Armenii nie musi mieć koguta. Za taksówkarza uważa się każdy kierowca, który oferuje Ci jazdę i bierze za to pieniądze… Najlepiej negocjować na początku, bo taksomterów niet, oczywiście 🙂 I właśnie taką niby-taksówką dotarliśmy do Jeghengandzoru po drodze zaliczając absolutnie nieprawdopodobne miejscówki:

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem! 1

Jeghengandzor

Zdani na łaskę internetu i pytania o drogę poszukiwaliśmy jakiegoś lokum. Najpierw dwie dziewczęta podprowadziły nas do parku miejskiego, gdzie w kawiarni miał być miejski internet. Niestety akurat dzisiaj nie działał. W poszukiwanie noclegu zaangażowaliśmy obsługę kawiarni. Dostaliśmy namiar na guesthouse przy ulicy Spandarayana, przy której mapa googla wskazywała też inną miejscówkę (Gohar’s Guesthouse, nota bene polecaną dodatkowo przez Lonely Planet). Spacerek okazał się niekrótki, ale zawsze fajnie zobaczyć nogami kawałek intrygującej obczyzny 🙂 Pierwszy z naszej listy do sprawdzenia był Gohar’s. Przywitała nas niezwykle uprzejma, miła i przy okazji bardzo elegancka pani gospodarz, która: 1) zaprosiła nas na pyszną herbatę, 2) uprzedziła że jej pokoje wszystkie zajęte, ale zadzwoniła do kogoś z rodziny, który prowadzi camping, 3) wynegocjowała dla nas niższą cenę, 4) sprowadziła kierowcę (syna właścicieli), który wielkim jeepem podwiózł nas na miejsce i 5) serdecznie nas pożegnała. Nie muszę dodawać, że wszystko to tylko za nasze szczere „dziękujemy bardzo” :). Camping też rewelacja. Za 10000 dramów (mniej więcej 75 zł): duży pokój z łazienką, darmowe wi-fi (ale w pokoju lichutkie, lepsze w wyziębione campingowej sali jadalnej), dwa wygodne łóżka (piętrowe), za oknem szum lasu i rzeki. Piękne spanie. Jednak prawdziwe przygody czekały na nas dopiero jutro!

Autostop, autostop, wsiadaj bracie…

W Armenii stopuje się szybciej, niż zdejmuje plecak z pleców 🙂 Czasem kierowcy zatrzymują się, żeby przywitać się i powiedzieć, że jadą tylko kilometr. Albo że nie mogą nas wziąć, bo nie mają miejsca w samochodzie (najczęściej jest to stara radziecka łada, wołga, albo w najlepszym razie niva, choć zdarzyło nam się jechać też bardziej nowoczesnymi samochodami, jak np. stary opel wyprodukowany w Polsce, co z dumą ogłosił nam kierowca). Pierwsza podrzutka była właśnie na kilometr lub dwa. Grzechem było odmówić, zwłaszcza że pierwsza reguła autostopu od wieku wieków brzmiała: byle do przodu. 

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem! 2

Drugi kierowca zatrzymał się dosłownie po minucie. Okazał się nim żołnierz jadący z Yerewania do Goris, odwiedzić swoje dzieci u babci. Na tylnym siedzeniu wiózł pościel do spania po drodze w samochodzie. Wysiedliśmy na krzyżówce prowadzącej do monastyru Tatev. 

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem! 3Potwornie już zgłodniali zjedliśmy obrzydliwą zimną bułę z kartoszkami jako nadzieniem (odradzam), wypiliśmy kawę, po czym młoda kelnerka podpowiedziała, że starszy mężczyzna siedzący obok zawiezie nas taksówką (czyli swoją starą, wypieszczoną wołgą 1988 roku) pod samą kolej linową Wings of Tatev za jedyne 200 dramów (1,50 zł). Zapłaciłem 500, bo wyjściowa cena wydała mi się uwłaczająca. Tatev i kolejka linowa Wings of Tatev to osobna historia. Taki armeński must be! Obfotografowany ze wszystkich stron, dodatkowo uraczony krótkimi rozmówkami ze sprzedawczyniami ze straganów. Opowiem po powrocie do PL.

Z Rosjanami do Goris

Jedziemy dalej. Wychodzimy z parkingu spod kolejki tatevskiej i już trzeci samochód zatrzymuje się dla nas, nie licząc dwóch dzieciaków jadących konno na oklep, ale oni chcieli się tylko przywitać 🙂

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem! 4

Z sympatyczną parą młodych Rosjan spędzających urlop w Armenii dojechaliśmy do Goris. Zaliczyliśmy miasteczko, podrzuceni miejską marszrutką wypełnioną gromadką ciekawskich dzieciaków z domu dziecka.

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem! 5

Wymieniliśmy trochę dolarów, bo dociągnęliśmy do Goris już na oparach armeńskiej waluty. Paru mężczyzn przy ulicy spytałem, czy w Armenii można wypić piwko na ulicy. W odpowiedzi jeden z nich zaprowadził nas do sklepu, wybrał dla nas najlepsze armeńskie, podpowiedział, że warto dokupić armeński ser i ucieszył się, że chcemy mu zrobić zdjęcie.

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem! 6

Uwaga, nadchodzi kulminacja!

Wyszliśmy z Goris na wylotówkę piechotą. Jeszcze na dobre nie stanąłem w pozycji łapacza, gdy zatrzymał się dla nas (z piskiem opon, cofając swoją ładę) młody facet pod ewidentnym wpływem 🙂 O bezpieczeństwie jego prowadzenia lepiej nie wspominać 😉 W trzecim zdaniu zaprosił nas do swych przyjaciół, którzy czekają na niego tuż za miastem. Mówiąc szczerze, czekałem na takie prigłaszenije! No ale, proszę państwa, co to była za biesiada! Przywitał nas Vigen, były żołnierz misji w Iraku z międzynarodowej jednostki pod dowództwem ppłk Kwiatkowskiego (zmarłego w katastrofie smoleńskiej), o którym wyrażał się z najwyższym szacunkiem. 

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem! 7

Z miejsca wszyscy się przy stole zaprzyjaźniliśmy. To nie było byle przydrożne spotkanie przy armeńskim samogonie. To było polsko-ormiańskie wyznanie dozgonnej przyjaźni i wzajemnego szacunku! Każda porcja samogonu okraszona podniosłym toastem. Zakochałem się w tych ludziach! 

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem! 8

Nasi przyjaciele oczywiście zatrzymywali nas na dłużej, a w końcu wyszli wszyscy z nami na drogę. Nie muszę podkreślać, że kolejny nasz wozitiel zatrzymał się po 5 minutach stania przy rzadko uczęszczane drodze w kierunku na Kapan, kolejne na mapie miasto w linii Gruzja-Iran. Pożegnaliśmy się po bratersku. Jeszcze teraz noszę w sobie wzruszenie po tym spotkaniu z kochanymi Ormianami!

Kurierem do Meghri

Czy to już koniec naszego szczęście. A skądże! Nasz nowy kierowca, wielce przyjazny i rozmowny, okazał się kurierem DHL i właśnie jechał z przesyłką gdzie? Kto zgadnie? To niebywałe, ale nowy ormiański przyjaciel jechał do ostatniego większego miasta w Armenii, do Meghri, ale zaoferował się, że nas zawiezie na samą granicę z Iranem! Drogą, którą prawie nikt nie używa, więc z ostatnim etapem naszego stopa mogłoby być krucho! 

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem! 9

Po drodze konieczny był jeszcze nocleg w Kapan. Jedną ofertę podesłał nam smsem zaprzyjaźniony żołnierz, drugą po drodze telefonicznie załatwił nam kierowca w tym samym co on hotelu. A jakże, wynegocjował nam pokój za pół ceny. Dosłownie. Zamiast 20 000 dram, tylko 10 000! Do tego w nowo wyremontowanym eleganckim pokoju, w którym byliśmy pierwszymi gośćmi 🙂 To się nazywa “ormiański deal”… Cały ten dzień przekroczył wszystkie nasze wyobrażenia o ormiańskiej życzliwości i ogromnym sercu do Polaków i podróżników w ogóle. Zaprosiliśmy naszego kierowcę na ostatnie armeńskie piwo, sami racząc się też obowiązkowo legendarnym arakiem (naprawdę znakomitym) za ostatnie armeńskie dramy.

Słowo na zakończenie

Armenia, bardzo mało znany kraj kochanych ludzi, mających do nas, Polaków ogromnie sympatyczne nastawienie. Brać się i jechać! Może warto jeszcze dodać, że jeśli o nas chodzi, w gratisie mieliśmy jeszcze na koniec armeńskiego stopa jazdę przez urzekająco piękne tereny, w tym najwyższą drogową przełęcz na wys. prawie 2550 m npm! Armenią jest przepiękna!

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem! 10

PS. Prz,wpraszać za nienajwyższą jakość zdjęć, ale dla zaoszczędzenia kłopotliwego mobilnego internetu w Iranie, muszę je bardzo kompresować. Po powrocie wymienię na lepszej rozdzielczości. Coś za coś 🙂

Odpowiedź do artykułu “Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 5: Armenia autostopem!

  1. Vigen

    Dear Piotr, thanks a lot for a wonderful report You have made it was a honor for us to welcome you and another polish friend (forgot his name, sorry about it….) Yes, it was a warm encounter and acquaintance happened on the road between Goris and Kapan we will always keep its sweet moments in our hearts…We raised a many toasts and many were not pronounced but main we drink: friendship, peace, brotherhood, for brothers on arms, for a memory of fallen comrades, for Motherland….My best wishes to polish officers and soldiers for polish medical team in Ad Diwania and Al Kut, to all those whom I called my brothers ans sisters on arms. For 1st Battle Group Commander legendary Colonel Wojciech Marchwica, for Maj Gen Bronislaw Kwiatkowski….. All the best to all of you guys on all of your ways, take care and remember your Armenian friends….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.