swoją drogą

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 6: Nie jedna granica Iranu

Prawie zwyczajna granica

Dotarliśmy do granicy podwiezieni przez naszego zaprzyjaźnionego ormiańskiego kuriera. Granicę Armenii przeszliśmy bez żadnych kłopotów, choć paszporty nasze były brane – dosłownie – pod lupę. Każda praktycznie kartka była oglądana, dotykana, podnoszona pod światło i jak już wspomniałem, brana pod lupę. Ostateczny werdykt brzmiał: oryginał. Po stronie irańskiej wszystko odbyło się w miarę szybko i sprawnie. W terminalu wymieniliśmy dolary po urzędowym kursie 1:42000 i z paroma milionami w kieszeni ruszyliśmy na podbój Persji. Oczywiście granicy fotografować nie wolno, więc sfotografowałem ukradkiem granicę irański-azerską, mijaną po drodze

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 6: Nie jedna granica Iranu 1

Taksówką do Tabrizu

Plan zakładał próbę złapania stopa i dotarcie w jakiś sposób do Tabrizu, wielkiego miasta najbliżej granicy. Na nieuczęszczanej drodze jawiło się to dość kłopotliwe, ale mając świeżo w pamięci armeńskie doświadczenia, wierzyliśmy w swoje szczęście. Nie dane nam było sprawdzić sił, bo pierwszy zatrzymał się irański taksówkarz i przekonał nas, że za niewielkie pieniądze (20 dolarów za obu) zawiezie nas do samego Tabrizu, było nie było co najmniej 150 km. Propozycja była kusząca, bo dawała nam szanse złapania autobusu do Teheranu jeszcze tego samego dnia, co w efekcie dałoby nam jeden ekstra dzień do wykorzystania w Iranie gratis 🙂 

Nic się nie zgadza ale jeden dzień mamy gratis

Kierowca wysadził nas z taksówki i „oddał w ręce” hordy autobusowych naganiaczy! Mając za mało doświadczenia (w Iranie żadnego) i za mało asertywności poddaliśmy się jednemu z wprawnych „reprezentantów handlowych”. W terminalu autobusowym – okazało się – znajdowało się kilkanaście stanowisk różnych przewoźników. Całkiem prawdopodobne, ze wielu z nich organizowało przejazdy do Teheranu. Ale skoro zostaliśmy przechwyceni przez jednego, nic nie dało się więcej zrobić. Nic się nie zgadzało. Ani godzina odjazdu: „Nie ma autobusu o 18, jest tylko o 17” – jestem pewien ze to była bzdura, chodziło tylko o zapełnienie najbliższego kursu. Ani cena („Cena w przewodniku Lonely Planet edycja 2018 to zła cena, to cena za zwykły autobus, a to jest autobus VIP!”). Ostatecznie standard też się nie zgadzał (bardzo daleko mu było do VIP). Natomiast herbata dla kierowcy musi być stale pod ręką!

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 6: Nie jedna granica Iranu 2

Jazda ciekawa, bogata w scenki rodzajowe, choć chwilami nużąca. W końcu to bite 7 godzin na tyłku.

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 6: Nie jedna granica Iranu 3

 

Jednak odcinkami absolutnie pasjonująca. No proszę państwa! Takich formacji skalnych moje oczy jeszcze nie widziały!

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 6: Nie jedna granica Iranu 4

Pomożecie? Pomożemy!

Ale skąd ja to miałem wiedzieć w pierwszych godzinach pobytu w obcej na wskroś Islamskiej Republice Iranu? Dzisiaj już wiem i doradzam: cenę najlepiej sprawdzić rezerwując choćby na próbę bilet na oficjalnej stronie kolei irańskich – najlepiej zachować skreen na dowód, a jeszcze lepiej poprosić jakiegoś neutralnego Irańczyka o pomoc. Dla Persa pomoc to obowiązek kulturowy, nigdy nie odmówi, a wymiar tej pomocy zadziwi każdego, jeszcze będę miał okazje o tym opowiedzieć! Zabawne, że gdy chciałem ruszyć w obchód po stanowiskach innych przewoźników, ten nasz na cały głos zaczął za mną coś głośno obwieszczać na cały hall. Z dużą dozą prawdopodobieństwa mogło to brzmieć tak: „To jest mój klient! Nie ma autobusu o 18!”. Niczego nie wskórałem i pogodzony z rolą upolowanego jelenia ruszyłem z Waszkiem do Teheranu. 

Prosty przelicznik

Drugie frycowe zapłaciliśmy w taksówce z dworca autobusowego na kolejowy w Teheranie. 500 000 riali (czyli 50 000 tomanów, takiej wymyślonej ale praktykowanej waluty pomniejszonej o jedno zero, ale wymawianej bez słowa tysiąc… czyli w tym wypadku po prostu „fifty”) za krótki kurs to było oczywiste zdzierstwo. Realnie cena powinna brzmieć 200 000 (czyli twenty), albo nawet i mniej. Dodam że kurs waluty jest taki, że te 500 000 riali to ok. 40 zł. Moja rada. Cenę ustalić PRZED jazdą. Najlepiej targować się posługując banknotami w ręce. Banknot 100 000 to mniej niż 10 zł. A banknot 10 000 to mniej niż złotówka (80 gr). Tylko na początku wydaje się skomplikowane 🙂

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 6: Nie jedna granica Iranu 5

Pierwsze spostrzeżenia?

Na koniec dnia parę pierwszych spostrzeżeń. Po pierwsze: Iran to (prawie) zwykły azjatycki kraj.

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 6: Nie jedna granica Iranu 6

Po drugie kobiety są „jakieś inne”.  Po trzecie: gdzie by człowiek nie pojechał, w pierwszych chwilach jest łatwą zwierzyną i frycowe musi zapłacić. Po czwarte: kobiety są „jakieś inne”. Po piąte: nie fotografować policjantów, zbierających się na naradę dostojnych talibów, żołnierzy, dworców (bo można trafić na dworcowy posterunek policji), banków i innych podejrzanych.

 

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 6: Nie jedna granica Iranu 7Po szóste, kobiety są „jakieś inne”… 🙂

Gruzja-Armenia-Iran-Stambuł. Dzień 6: Nie jedna granica Iranu 8

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.