swoją drogą

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów

Plan jest karkołomny: dotrzeć przez park Khao Yai, Korat, wielką równinę Isaan do Mukdahanu na granicy z Laosem, by wzdłuż Mekongu zjechać na południe i wrócić do Bangkoku zaliczając po drodze “miasto słoni” Surin i khmerskie świątynie blisko kambodżańskiej granicy. Z najbogatszej stolicy do najbiedniejszej, wschodniej prowincji.

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 1

Rzucam się w otchłań Tajlandii To już nie są żarty. To jest autentyczna wyprawa w nieznane!  1450 km wielkim, ociężałym pick-upem, który będę prowadził pierwszy raz w życiu! Przecież to się nie może udać 😉

Pierwszy etap wyprawy ma mnie doprowadzić do magicznie brzmiącego Mekongu.

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 2

Ruszam więc. I z miejsca wiem, że to jest czyste szaleństwo! Pickupa, którego użyczył mi Janusz miałem sobie odebrać z piętrowego parkingu obok siedziby z Ultima Travel. Miałem prawo podejrzewać, że wydostać się z kwartału, który stanowił centrum hurtowego handlu ulicznego w Bangkoku nie będzie mi łatwo. Permanentna ciżba ludzka. Jak przecisnąć się przez nią wielką gargarą, której się nie nauczyło jeszcze prowadzić? Najlepiej… o świcie, kiedy ludzi najmniej i dopiero rozstawiają swoje kramy. Tak zrobiłem i chwała mi za to. Wyjechałem i dojechałem pod swój blok bez większych problemów, chociaż od razu przekonałem się, że maszyna jest ociężała i niełatwa w ujeżdżeniu. Na dobre zapakowałem się do niej już rano, po krótko przespanej nocy. Z miejsca, bez żadnego treningu w ulice Bangkoku. Absolutne szaleństwo! Kilka pasów ruchu z samochodami, skuterami, pickupami i autobusami lawirującymi po azjatycku między sobą w ułańskim chaosie. Jestem spocony z nerwów, uważając straszliwie, żeby znaleźć drogę wyjazdową i przy okazji kogoś tą landarą nie potrącić. Prawdę mówiąc, nie wiem, jak mi się to udało.

Khao Yai

Park Narodowy, dla entuzjastów ekoturystyki autentyczny raj, ocalały skrawek pradawnej dżungli porastającej całą Azję Płd.-Wsch. las naprawdę słusznych rozmiarów. Na terenie parku można spotkać siedliska dzikich słoni, gibbonów, szakali azjatyckich, czarnych niedźwiedzi azjatyckich, tygrysów, leopardów i mnóstwa gatunków ptaków. Są całkiem góry (Khao Rom, 1351 m) i fotogeniczne wodospady, w tym jeden najsłynniejszy, Haew Suwat, znany z tego, że Leonardo Di Caprio kąpał się pod nim w filmie „Niebiańska plaża”. Pozostałe też piękne, choć roli w filmie nie dostały. Niestety, zaraz gdy przekroczyłem bramę Parku (płacąc jak w każdym PN za wjazd 200 bahtów), nadciągnął deszcz. Nie nacieszyłem się pięknem natury… 
1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 3
Co prawda podszedłem do najwyższego wodospadu Haew Narok (150 m), ale śliskie stopnie i zacinający w oczy deszcz nie pozwoliły nacieszyć się imponującym obrazem spadającej z wielkim hukiem wody. Zdjęć też nie dało się robić, znalazłem jedno w sieci (żeby było, że byłem)… (Copyrights: Softrock, https://www.trover.com/d/1Nsaz-khaoyai-national-park-hin-tung-thailand) 
1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 4
Nic  więcej nie dało się obejrzeć. Szkoda wielka! Chciałem zatrzymać się na polu namiotowym w Parku (byłoby to całkiem ekscytujące, licząc że rano miałbym piękne słońce i nieziemski plener), ale po pierwsze pan z obsługi spał intensywnie, a po przebudzeniu zapomniał zupełnie angielskiego, sarny licznie występujące na terenie pola uciekały na mój widok, a przy tym myśl o rozkładaniu wynajętego namiotu w strugach deszczu nie wydała się rozsądną. W stanie lekkiego rozgoryczenia wyjechałem z Khao Yai, planując jednak że zaliczę go w drodze powrotnej… 

Nakhon Ratchasima (Korat)

Byłoby pięknie, gdyby nie to, że był już późny wieczór, w zasadzie noc i ciemno w samochodzie, gdy dotarłem do miasta Nakhon Ratchasima (czyli, krócej mówiąc, Korat), stolicy prowincji Nakhon Ratchasima i pierwszego miasta wielkiego regionu geograficzno-kulturowego Isan (czasem pisanego: Issan). Jechałem na czuja, dojechałem gdzie bądź. Akurat odbywał się wieczorny targ. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć ulubione we wschodniej Tajlandii grillowane larwy i skorpiony – oni to naprawdę chrupią w Isanie!
1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 5
Poszukiwania hotelu też odbywały się „w ciemno”, choć pomocna okazała się grupa młodych Tajów sączących piwo i nawigacja pożyczona od Dawida (wielkie niech będą mu dzięki!).
Uwaga:  jeśli ktoś uważa, że w Tajlandii w młodym pokoleniu znajomość angielskiego jest powszechna (takie opinie usłyszałem) jest w głębokim błędzie. Ani jedna osoba (a co gorsza ani jedna piękna Tajka), nie umiała wystękać praktycznie jednego zrozumiałego słowa! No, jedna osoba tak, właśnie ona wskazała mi hotel, za który jednak musiałem zapłacić aż 500  bahtów! 

Rano poświęciłem trochę czasu, żeby zobaczyć z bliska miasto, z którego pochodzą podobnież wszystkie najpiękniejsze kobiety w Bangkoku.

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 6

Trudno to twierdzenie zweryfikować, spędzając w mieście ledwie parę godzin… No nie wiem.. Może te najpiękniejsze już wszystkie wyjechały?

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 7

Korat  ma wiele atrakcji wartych dłuższej wizyty, szczególnie, gdy ktoś lubi ceramikę. W pobliżu znajduje się miasteczko (raczej wieś) Dan Kwian słynne na całą Tajlandię właśnie z racji wszelkiego rodzaju dzbanów, naczyń i figurek…. Ale największą atrakcja okolicy są dobrze zachowane khmerskie ruiny…

Phimai

To moja pierwsza khmerska pamiątka historyczna. Przywitał mnie nie zwracający na mnie żadnej uwagi strażnik.

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 8

A zaraz dalej wszedłem na bardzo rozległy plac, zajęty przez XII-wieczny kompleks świątynny Prasat Hin Phimai, stanowiący w tamtych czasach jeden z ważniejszych ośrodków miejskich Imperium Khmerów.

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 9

Warto wiedzieć, że Khmerzy w latach 800-1432 panowali nad gigantycznym terenem, obejmującym tereny współczesnej Kambodży (która jest cywilizacyjną kontynuacją Imperium Khmerów), wschodnio-północnej Tajlandii i zachodniego Wietnamu.

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 10

Co ciekawe (i dla mnie bardzo korzystne), miejsce jest kompletnie pozbawione turystów. Może rzeczywiście jest poza sezonem, ale dla takiego miejsca nie powinno być złego sezonu!

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 11

Żadnych wycieczek, żadnych turystów, czasem trafi się tylko jakiś zabłąkany Niemiec, który filozoficznie zauważy, że Niemcy z Polakami czasem byli dobrymi sąsiadami, a czasem złymi. Ale że przeszłość nie istnieje, przyszłości nigdy nie ma, a jest tylko tu i teraz, więc jest alles gute!

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 12

Proszę o usprawiedliwienie! Ja wtedy jeszcze nie wiedziałem, na czy polega sens podróżowania. Naiwnie myślałem, że na oglądaniu miejsc ciekawych. Teraz, mądrzejszy o moją Wielką Podróż Tajlandzką wiem, że najlepiej bym zrobił, siadając na kamieniu i wdając się w dłuższą filozoficzną rozmowę z tym niewątpliwie bardzo ciekawym człowiekiem!

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 13

Isaan (Równina Korat)

Droga na wschód ciągnie się przez płaską jak stół Równinę Korat, wielki obszar, którego wschodnią granicą będzie pożądany przeze mnie Mekong. Jadąc setki kilometrów miedzy polami ryżowymi zwróciłem uwagę na to, że w Tajlandii jest mało znaków drogowych. Można przejechać 20 km i trafi się jeden ostrzegający o zakręcie. Prawie żadnych ograniczeń szybkości, z rzadka ostrzeżenie o ostrym zakręcie. Może dlatego sam muszę bardziej uważać, żeby mnie coś nie zaskoczyło na drodze. Jadę nieszybko, rzadko przekraczam setkę, nikt mnie nie przegania, wszyscy jadą podobnym tempem… Może liczba naszych ograniczeń, limitów, zakazów, nakazów i innych przeciwwskazań paradoksalnie zachęca nas właśnie do ryzykowania własnym i cudzym życiem? A tak przy okazji najwyższy czas przedstawić moją maszynę

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 14

i drogę, którą podążam, coraz dalej od Bangkoku, coraz dalej od zaludnionej cywilizacji, coraz głębiej w Isaan…

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 15

Coraz bliżej Mekongu – nie wiem w sumie dlaczego ta rzeka, ta nazwa działa na mnie jakoś mistycznie – zastanawiam się, dochodzę do wniosku, że Mekong brzmi w moich uszach, w mojej wyobraźni jak synonim całych Indochin.

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 16

Prowincja Yasothon, przez którą podążam na wschód, jest najbiedniejszym regionem Tajlandii. Pola ryżowe, biedne, klepane z desek wioski…

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 17

Żeby mieć okazję na takie obrazy muszę zjechać z głównej drogi na wschód i szukać równoległych, przecinających interior.

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 18

Dla tutejszych – ciężki kawałek chleba (raczej ryżu), dla mnie cudowny obrazek z naturalnego świata, którego coraz mniej i do którego trzeba jechać coraz dalej…

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 19

W pewnym momencie zauważam, że trochę dalej od szosy stoi wielkie rozłożyste drzewo, a obok niego krzątają się jakieś osoby. Jak zwykle ciekawski wszystkiego zatrzymuje się i idę w kierunku… dwóch lekko spłoszonych nastolatek, które rwą z drzewa świeże… mango! Uśmiecham się i witam, ale nie nagabuję dziewcząt, bo widzę, że mocno skonsternowane są moja obecnością. Zbieram więc – jak i one – trochę owoców, leżących pod drzewem

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 20

i zapewniam, że jeszcze ciepłe, zjedzone od razu smakują niebiańsko! Od tego dnia, od tego drzewa, zakochałem się w mango już na zawsze!

Mukdahan

Dotarłem na same wschodnie rubieże Tajlandii, by poznać się z Mekongiem. W mieście chyba jedyną atrakcją turystyczną jest 65 m wieża, z której rozpościera się ładny, szeroki widok na miasto, Mekong i Laos po drugiej stronie rzeki.
1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 21
Graniczny “most przyjaźni” – widoczny daleko w tle na zdjęciu – symbolizuje taką przyjaźń, że na rogatkach zapory policyjne i groźny szpaler policjantów wyłuskuje z ciągu samochodów te z naklejką LAO. Mnie nie zatrzymują, choć źle im z oczu patrzyło. Zdjęć nie robiłem, żeby nie drażnić 🙂  Jak w każdym tajskim mieście wieczorem trzeba zajrzeć na nocny targ. Próbuję nawiązać jakiś kontakt z ludźmi, ale niestety, absolutnie nikt nie rozumie tu słowa po angielsku. Zagadnięci ludzie uśmiechają się, coś mówią między sobą, czasem po prostu odpowiadają po tajsku i rozradowani spotkaniem odchodzą. Na obu początkach ulicy targowej widok jak najbardziej charakterystyczny dla Tajlandii. Skutery. Niektóre przewodniki nazywają Tajlandię “Land of smile”, ja bym napisał “Land of scooters” 🙂
1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 22
Na kolację serwuje sobie uliczne “sajgonki”, bo choć miasto graniczy z Laosem, to wpływy wietnamskie są tu bardzo obecne. Do jedzenia podana oczywiście zielona sałatka, czyli świeże liście tajskiej bazylii i innej zieleniny z ostrym sosem. No i jak zawsze: woda z metalowego kubka z lodem. Ja się nigdy tej wody i tego lodu nie bałem, ale piłem na swoja odpowiedzialność. W każdym razie nigdzie nie doświadczyłem żadnych zatruć pokarmowych w Tajlandii.
1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 23
Osobną historią był mój hotelik w Mukdahanie. Rekordowo tani (120 bahtów za noc, czyli ok. 15 zł) i rekordowo tragiczny. I wzbogacony o współlokatora czyli dorodnego karalucha, który mieszkał w ubikacji…

1450 km pickupem: Isaan, Mekong, pamiątki Khmerów 24

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.